Nasa
Viiomi
Pooddychać świeżym powietrzem podczas spaceru z niebieskim kwadratowym lisem rodem z gry o klockach i kopalniach. Zadania powierzone Nasie przez Marcusa były coraz trudniejsze. Tym razem po terenach oddalonego o kilometr portu miała bezpiecznie wyprowadzić na spacer swojego zwierzaka, o imieniu Szafir. Istota nieowalna, którą z trudem nastolatka nauczyła się turlać, siadać i piszczeć na zawołanie, powoli spacerowała 2 metry przed nastolatką trzymającą smycz. Szli pomiędzy sklepami, aż Nasa nie zobaczyła nowości w sklepie u jednego z dostawców. Dziwne foliowe opakowania z rysunkiem pieprzu i dziwnie zakręconej papryczki.
Nastolatka nie mogła powiedzieć czemu, ale jej organizm poczuł nagły przypływ energii, zajrzała do swojego portfela i wzięła 2 opakowania. Jedno z napisem „chilli and lime”, a drugie „fromage”. Białowłosa znalazła przywiezione z przyszłości opakowania chrupek. Podchodząc energicznie do kasy, położyła na ladzie oba opakowania.
- Poproszę dwa opakowania.
Powiedziała, a dostawca zażyczył sobie 6 simirów w zamian za obie paczki. Młodociana spojrzała się do kieszeni i skrzywiła minę.
- Mam tylko cztery... a widział pan kiedyś turlające się po ziemi kwadratowe lisy?
Zapytała wesoło dziewczynka, po czym kucnęła przed szafirem.
- Szafir turlaj się, turlaj, turlaj się.
Dziewczyna powtórzyła to parę razy, nim lis zdecydował się z trudem przetoczyć. Z boku na bok przewracał się poprzez odpychanie się ogonem. Widowisko w wykonaniu zwierza było powolne i ociężałe. Mężczyzna spojrzał się na paczki przekąsek, które nie chciały się sprzedać nieważne, jak mocno się starał i odetchnął, patrząc na ten niezwykle długi i nudny pokaz „Cztery simiry tak?” Zapytała kobieta, na co Nasa wesoło przytaknęła i położyła na ladę pieniądze. „Jak poczęstujesz mnie jednym, to ci sprzedam za cztery.” Powiedziała i otworzyła paczkę z napisem Fromage. Nie posmakowały jej. Ilość soli i tłuszczu obrzydzała nieprzyzwyczajone języki. Po skosztowaniu wzięła z lady cztery simiry i pozwoliła wesołej czternastolatce odejść z dwoma paczkami chrupek. Ta wychodząc, miała tyle radości, że przyjemnie się z daleka patrzyło. Z tą radością zaszła tak daleko, że aż na ławkę i obserwowała tłum zwykłych ludzi.
- Szafir. Looknij na to!
Powiedziała, pokazując palcem na czerwonoskórego mężczyznę.
- Ale ma op drip. Widzisz te spodnie? Totalny smash.
Powiedziała znacząco za głośno, jakby słuchawki na jej głowie nieco za głośno grały muzykę. Mimo że w rzeczywistości nie grały żadnej.
~ Nasa